Być panią od angielskiego to sama przyjemność. Uczeniem tego
języka zajmuję się – hmm, licząc dokładnie – jakieś 7 lat. Kawał czasu i nadal
tyle samo radości. Nie przeczę, koniec semestru wiąże się z małym „wypaleniem
zawodowym”, ale mimo wszystko jest to ważna część mojego życia. W trakcie tych
kilku lat poznałam wielu uczniów – od tych najmłodszych 7-latków aż po mamę
jednego z uczniów. Każdy ma swoją własną „strategię” – jedni uczą się szybko i
chętnie, inni wręcz przeciwnie – mozolnie i z wyraźnym oporem wobec osoby
nauczyciela ;)
Z wieloma uczniami idę przez życie – uczę ich od 2, 3 a
nawet 4 lat. Wiele razem przechodzimy – wspólne sukcesy i porażki na gruncie
szkolnym. Co najważniejsze jednak, jest to dla mnie świetne doświadczenie o
charakterze społecznym. Praktycznie każdy z moich uczniów jest inny – nie tylko
pod względem wieku. Interesują się innymi rzeczami, rozmawiamy na inne tematy,
co innego je cieszy, a co innego smuci. Są specyficzną kopalnią wiedzy na temat
otaczającego nas świata.
Najbardziej pamiętam jak pewnego dnia dowiedziałam się o
pastafarianizmie. Niby oczytana, z dostępem do Internetu, a tu jednak – nie
miałam pojęcia o nowopowstałej "religii" i nawet przez myśl mi nie
przeszło, że coś takiego ludzie mogą wytworzyć. Jak widać jednak – fantazja nie
zna granic. Innego dnia z kolei usłyszałam, że jestem „nudziarą” i „sypię sucharami”
– no cóż, godnie zniosłam te uwagi ;) w końcu nie każdy nauczyciel jest
doskonały.
Póki co moim rekordem korepetycji w ciągu tygodnia jest
13-stka dzieci. Szczęśliwa liczba – każde w innym miejscu, o innej godzinie.
Wymagało to doskonałej organizacji, czego na szczęście mi nie brakuje. Pani od
angielskiego dała radę!
Uczenie to prawdziwa frajda – a ileż satysfakcji gdy uczeń
osiąga dobre wyniki i co najważniejsze – nie może doczekać się następnej
lekcji. Bezcenne! :)

0 komentarze :
Prześlij komentarz