źródło obrazka: http://coreconditionpilates.co.za/
Oczywiście, żeby świetnie tańczyć trzeba się ciągle szkolić. Ale mnie chodziło głównie o świetną zabawę z fajnymi ludźmi. I tym oto sposobem nadeszła era pilatesu – chciałam tylko spróbować, zobaczyć co to i z czym to się je. Zostałam i mam się świetnie :) Co prawda chroniczny brak czasu sprawia, że nie chodzę tak często jak bym chciała, ale staram się.
Skąd w ogóle wzięła się ta forma
ćwiczeń? Powstała stosunkowo niedawno, bo na początku XX wieku, a swoją nazwę
wzięła od nazwiska niemieckiego sportowca Josepha Pilatesa. Od wczesnych lat
dziecięcych był związany ze sportem, w trakcie wojny pracował z osobami
upośledzonymi ruchowo. Pod koniec lat 20tych wyjechał do USA, gdzie wraz z żoną
rozwijał swoja metodę. Jego głównym celem było rozciągnięcie i uelastycznienie
wszystkich mięśni ciała. W pilatesie można odnaleźć elementy miedzy innymi jogi
i baletu.
Dla mnie natomiast najlepsze jest to, że pozwala na kompletne wyłączenie się z
otaczającej mnie rzeczywistości. Wykonywanie powolnych i bardzo precyzyjnych
ruchów sprawia, że nie chcę myśleć o niczym więcej. Liczy się tylko dana
chwila, kiedy muszę skupić się na wykonaniu określonej czynności. Może się
wydawać, że to nic trudnego- takie tam rozciąganie na macie. Ha! Nic bardziej
mylnego ;) to właśnie tego typu ćwiczenia mogą powodować największe zakwasy
następnego dnia. Lubię również muzykę, która pojawia się na każdych zajęciach –
relaksująca i odprężająca. Jednym słowem pilates to ćwiczenia godne polecenia
każdemu! :)

0 komentarze :
Prześlij komentarz